niedziela, 11 września 2016

Rozdział 4



Zawsze jak Victoria i Brianna są mi potrzebne nigdzie ich nie ma. A wtedy kiedy ich nie potrzebuję to zawsze kręcą się koło mnie. Udało mi się za to znaleźć Simona. Pociągnęłam go za ramię tym samym przerywając mu rozmowę z kilkoma chłopakami. Starałam się znaleźć jakieś ciche i spokojne miejsce, ale że było to trudne poszłam z nim do łazienki.

- Anastasia co ty wyprawiasz? Ciągasz mnie po całym domu jak jakiegoś psa a potem lądujemy razem w kiblu. Wiem, że ci się zajebiście podobam ale mam dziewczynę i to ją kocham. Ciebie też kocham, ale jako przyjaciółkę. Brianna jest dla mnie ważna i chcę skończyć z nią tak samo jak Victoria z Dylanem.
- Nie żartuj sobie Simon. Chcę z tobą porozmawiać jak przyjaciółka z przyjacielem. AŁA - krzyknęłam kiedy drzwi do łazienki się otworzyły uderzając mnie w plecy
- Co ty robisz z moim chłopakiem w łazience? I to bez nas - powiedziała Brianna wchodząc do pomieszczenia z moją siostrą
- Rozmawiamy jak przyjaciółka z przyjacielem - zaśmiał się
- Ale dlaczego w łazience - szepnęła pijana Victoria
- Bo w łazience jest cisza - również szepnęłam - Całowałam się z Justinem.
- O kurwaa - krzyknęła Victoria - siostra szacun! Kilka godzin temu zerwałaś z Davidem, a teraz całujesz się z najgorętszym kolesiem na imprezie
- Drugim najgorętszym kolesiem - zaprotestował Simon
- A gdzie jest teraz Justin - zapytała Brianna
- Nie wiem, jak się zorientowałam, że się całujemy to poszłam po coś do picia
- Ludzie! Oficjalnie ogłaszam, że moja siostra jest frajerką! Laska, spełnienie marzeń cię całowało a ty zwiałaś? Kretynka. K.R.E.T.Y.N.K.A.
- To co ja mam teraz zrobić? - zapytałam zrezygnowana
- Napij się wódki Nastka - powiedziała Victoria przytulając mnie - chodźcie tańczyć - zaśmiała się

Kiedy wyszliśmy wszyscy razem z łazienki, zeszliśmy na dół zrobić sobie po drinku. Było lekko po półno­cy jednak  prawie wszyscy by­li już za­lani w tru­pa. Tylko nieliczni mieli jeszcze siły żeby tańczyć. Austin, Justin i chłopaki gdzieś zniknęli, a Brandona nie widziałam wcale pomimo że mówił, że przyjdzie. Brianna i Simon poszli tańczyć, a raczej ocierali się o siebie. Victoria piła kolejnego drinka a ja razem z nią. Z mojego towarzystwa to właśnie ona miała najwięcej w czubie. Nigdy nie widziałam tak pijanej siostry. Ale i mi zaczął udzielać się jej nastrój. Zaczęłam jej dorównywać w piciu wódki, żeby się bardziej wyluzować.

- Nie wypiłaś czasem za dużo? – Justin próbował zabrać mi piwo z ręki, ale uparcie trzymałam butelkę. W zamian wyprostowałam się, uśmiechnęłam głupkowato i pociągnęłam kolejnego łyka
- Nie – odparłam i przetarłam delikatnie usta. – Za mało.
- Chcesz się upić?
- Nie – znów zaprzeczyłam. – Chcę zapomnieć.
- A więc się upić.
- Wychodzi na jedno, nie? – zaśmiałam się i oparłam głowę o jego ramię. – Ale ja naprawdę nie chcę się upić.
- O czym chcesz zapomnieć?
 Popatrzyłam na Justina, którego twarz zdradzała duże zainteresowanie. Jego brązowe oczy wpatrywały się prosto w moje, a bijący z nich dziwny chłód elektryzował mnie i intrygował.
- O Davidzie - odpowiedziałam
- Asja zadzwoń po tatusia żeby po nas przyjechał - podeszła do mnie Victoria - O cześć Justin
- Mogę was odwieźć do domu. Nie piłem Anastasia - powiedział patrząc na mnie - Ty też już nie pij - zabrał mi piwo
- Zadzwonię do niego. To mój tata musi po mnie przyjechać

Przeprosiłam Justina i dość pokracznie wstałam od stolika. Chwiejnym krokiem udałam się poza bar, a gdy gorące powietrze uderzyło w moje ciało, skrzywiłam się sama do siebie. W tym czasie zdążyłam zadzwonić do taty, żeby przyjechał po nas, powiedział że będzie do trzech godzin. Jednak chwilę później imię mojego byłęgo znów pojawiło się na wyświetlaczu.

 - Cześć – powiedziałam, siląc się na opanowany ton głosu. Nie chciałam, żeby się wydało, że piłam.
-  Gdzie ty jesteś, do cholery? – ryknął do słuchawki David. 
- O co ci chodzi? – burknęłam, chcąc ugrać na czasie i wymyślić jakąkolwiek wymówkę. Nie mógł się przecież dowiedzieć, że piłam właśnie piwo z kolesiem z którym się dzisiaj całowałam.
- Anastasia, dlaczego robisz ze mnie debila? Wiem, że nie jesteś w domu, gdzie się szlajasz? – syknął
- Niby skąd wiesz? – spytałam zdziwiona. Sterczał pod moim domem? Ma kamery w moim pokoju? Nieco mnie to otrzeźwiło.
- Widziałem jak twój tata gdzieś jedzie
- Człowieku siedzisz pod moim blokiem?! Jesteś popierdolony? Zerwałam z tobą, zapomniałeś? Jestem na zajebistej imprezie ze zajebistymi ludźmi i mam zajebisty humor i mi go nie niszcz! Pójdę z tym na policję, to jest zwykły stalking! - krzyknęłam i rozłączyłam się

Popatrzyłam na ścianę przy której stałam  z wrogością i uderzyłam w ją jeszcze rękami, ściągając tym samym na siebie spojrzenia otaczających mnie ludzi, po czym klnąc na wszystko i wszystkich, wróciłam do Justina .Chłopak dalej siedział na swoim miejscu i właśnie skończył pić piwo. Jak tylko obok niego stanęłam, uniósł na mnie wzrok a później uśmiechnął się szelmowsko, jak to ma w zwyczaju. Tymczasem ja czułam niepohamowaną złość, dlatego tylko prychnęłam i poszłam do toalety. 
Przez jakiś czas uważnie patrzyłam na swoje odbicie. Zlustrowałam wzrokiem lekko zaszklone oczy, rozchylone usta i mocno czerwone policzki. Było mi gorąco i kręciło mi się w głowie od alkoholu, ale miałam ochotę na kolejną butelkę tego trunku, dlatego tylko powachlowałam ręką twarz i poszłam siku, bo potrzeba dość mocno na mnie naciskała. 
Gdy tylko wróciłam do stolika, po drodze biorąc  sobie kolejne piwo, Justin  dalej przy nim siedział – również z nowym trunkiem. Usiadłam tym razem naprzeciwko niego i szybko pociągnęłam łyka piwa, cały czas będąc pod ostrzałem jego ciemnych oczu. Wkurzało mnie, że tak bacznie mi się przyglądał, ale z drugiej strony zdążyłam do tego przywyknąć. David miał podobne zwyczaje.
Przez kolejne dwie godziny rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Byłam zdumiona łatwością, z jaką wymienialiśmy zdania, ale było to naprawdę miłe uczucie. Był on chyba jednym z nielicznych chłopaków, przy których nie czułam skrepowania. Wprawdzie z Davidem też dobrze mi się kiedyś rozmawiało, ale towarzyszyło nam zawsze to dziwne napięcie, które pojawia się podczas rozmowy z kimś, kto nam się podoba. A tutaj? Pełen luz, dużo śmiechu i litry piwa.
Przed 5 rano wyszliśmy razem wyszliśmy przed bar, ponieważ tata dojeżdżał do nas. Chłopak dzielnie przytrzymywał mnie pod ramię, a ja śmiałam się do rozpuku ze swojej głupoty i żartu, który wcześniej opowiedział. Mimo to doskonale kojarzyłam fakty; wiedziałam, gdzie jestem i czemu się tutaj znalazłam. Oraz, że mam jechać do domu. Gdy granatowy samochód stał już przede mną, rozpostarłam ramiona i odruchowo przytuliłam do siebie towarzysza. Dałam mu całusa w usta i wsiadłam do samochodu. Tata wysiadł z auta i otworzył tylne drzwi, żeby Victoria z Brianną mogły wejść. Po Simona przyjechała jego mama z bratem.

- Dobry wieczór Justin - tata uśmiechnął się do chłopaka
- Doby wieczór. Stan Anastasi to nie moja wina - zaczął się bronić
- Spokojnie. Dzisiaj miała powód żeby się doprowadzić do takiego stanu - zaśmiał się
- Doprawdy? Czemu? - zainteresował się
- Bo zerwałam z Davidem i wszyscy się cieszą. - powiedziała wychylając się przez okno - A ty się cieszysz?
- Tak cieszę się, że z nim zerwałaś - zaśmiał się
- Mogę się podrzucić do domu, wsiadasz? - zapytał tata
- Nie dziękuję. Ja jeszcze trochę tu zostanę. Dobranoc i powodzenia
- Dziękuję przyda się. Mieszkamy na 8 piętrze.

Wtoczyłam się do naszego mieszkania, podśpiewując pod nosem piosenkę Bara Bere Michel’a Telo, która nie wiedzieć czemu, uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona. Ściągałam buty w rytm melodii, brzmiącej w mojej głowie, chwiejąc się na boki narąbana w sztok. Gdy straciłam równowagę na tyle, że musiałam złapać się szafki, zachichotałam cicho.

- Anastasia – mruknęła moja mama . – Widzę, że nieźle się bawiłyście.

Zerknęłam w górę i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to wielki brzuch mamy. Rozpoznawszy rozmówcę, uśmiechnęłam się szeroko i rozpostarłam ramiona.

- Maaama! Jak miło cię widzieć! – Victoria dosłownie rzuciła się na szyję mamy. Nie zaprotestowała i dopiero po chwili odsunęła ją siebie. – Mogłam posiedzieć dłużej, ale tata przyjechał.
- I dobrze, że przyjechał – odparła spokojnie mama. – Jak się bawiłyście?
- A bardzo  dobrze. – Skinęła energicznie głową. – A gdzie Asja?
- W łazience! – krzyknęłam zza drzwi
-  Ach – mruknęła. – Cóż…
- Kochanie nie bądź na nie zła, raz kiedyś mogą – tata pocałował mamę
- Nie jestem zła, tylko nie przywykłam patrzeć na tak mocno pijane córki. Idziemy spać! – mówiąc ostatnie zdanie mama lekko podniosła głos
- Mamusiu ale ja jestem w normalnym stanie. Dobranoc - pocałowałam mamę w policzek
- Widzisz kruszynko. To są właśnie twoje siostry - powiedziała mama do swojego brzucha głaszcząc go
- A weźmiecie Futerko do siebie żeby mi nie przeszkadzała spać?
- Futro od dawna śpi w naszym pokoju. Idź spać kochanie

Następnego dnia, jak się mogłam tego spodziewać, obudził mnie ból głowy i ogromne pragnienie. Z pomrukiem niezadowolenia odrzuciłam z nóg kołdrę i przetarłam oczy, by wyostrzyć swój wzrok. Pierwszym, na co padł, był stolik z butelką wody i tabletką, najprawdopodobniej mającą mi pomóc uporać się z kacem. Co jak co, ale mama była naprawdę kochana. Zażyłam specyfik i szybko pognałam pod prysznic, by zmyć z siebie wspomnienia wczorajszej popijawy i zwyczajnie odświeżyć swoje ciało, jak i mózg. Musiałam go obudzić.  Szybciutko się obmyłam, później zrobiłam makijaż i podprostowałam włosy. Uznałam, że pomimo kaca wyglądałam znośnie. Ubrana w dżinsy, jasną bluzkę na ramiączkach i kurteczkę dżinsową, wyszłam z łazienki i poszłam do swojego pokoju po telefon. Miałam jednego smsa od Justina. Zdziwiona wyświetliłam wiadomość. 

Od: Justin :)
Mam nadzieję, że żyjesz ;) Co powiesz na kawę i lody dzisiaj?
Do: Justin :)
Chyba żyję. Tak, chcę lody
Od: Justin :)
O 16 w „Czterech Różach” w centrum?
Do: Justin :)
Oki, przywlekę się

Spojrzałam na godzinę dochodziła 15, rodzice zostawili nam karteczkę w kuchni, że pojechali do babci na obiad, ale przywiozą nam trochę. Victoria jeszcze spała. Próbowałam dodzwonić się do Brianny ale ona też nie odbierała.

Gdy szłam w kierunku restauracji, moje samopoczucie było bliżej nieokreślone. Tabletki  mamy trochę zmniejszyły ból głowy, jednak nie poprawiły mi humoru. Moje myśli bezczelnie nawiedzał David. Czułam się jakby mnie obserwował. Za każdym razem, gdy mijałam brunetów, moje serce się zatrzymywało, co po trzecim razie stało się naprawdę upierdliwe. Nie mogłam się też nadziwić, że akurat dzisiaj tylu ich wypełzło na ulicę.
Do restauracji, w której umówiłam się z Justinem, zdecydowałam pójść piechotą. Pogoda była przepiękna; słońce świeciło wysoko na bezchmurnym niebie, wprawiając mnie – na przekór z głupimi myślami – w znośny nastrój. Wystawiłam twarz ku promieniom, a przyjemne ciepło zaraz wywołało na niej uśmiech. Zapragnęłam nagle znaleźć się nad jakąś wodą – musiałam zaproponować to przyjaciołom. Relaks dobrze by mi zrobił.
Na umówione miejsce dotarłam przed czasem. Usiadłam w ogródku pełnym kwiatów i słońca. Wiklinowe krzesła i stoliki dodawały temu miejscu uroku. Mogłabym kiedyś przyjść tutaj na kawę, zaopatrując się wcześniej w dobrą książkę, hmm. Z całą pewnością byłby to kryminał; romansów na chwilę obecną miałam dosyć.
Po około dziesięciu minutach wygrzewania się w ciszy na słońcu, usłyszałam „cześć” Justina. Chłopka  przytulił się do mnie po czym usiadł naprzeciwko mnie.

– Co tam? – spytałam od razu, nie chcąc, by zbyt szybko zaczął krępujący temat. To było nieuniknione.
Chłopak  popatrzył na mnie znacząco. Opadłam z westchnieniem na oparcie i przewróciłam oczami. Przypominanie imprezy właśnie się rozpoczęło!

- Pamiętasz coś w ogóle?

Czy pamiętam? Przez chwilę próbowałam się zastanowić nad sensem jego słów, ale im bardziej starałam się myśleć, tym bardziej bolała mnie głowa. Myślenie czasami nie popłaca. W odpowiedzi pokręciłem głową. Nie ma sensu kłamać.

-Pamiętam początek imprezy i trochę środek imprezy… I jak razem piliśmy przy barku – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – zrobiłam coś nie tak?

Nawet gdybym zrobiła to trudno. Czego nie pamiętam, tego się nie wstydzę.
Picie z Justinem nie było dobrym pomysłem. Z naszej dwójki to on  miał o wiele mocniejszą głowę od mojej, w końcu jest chłopakiem.


-Nie nic – odpowiedział – tylko ty i ja się całowaliśmy kilka razy. - w odpowiedzi popukałam mu w czoło. W nic mnie nie wrobi i niczego nie dam sobie wmówić.
- Akurat w to nigdy nie uwierzę – powiedziałam dając znać kelnerowi żeby podszedł
- Dzień dobry, co podać? – zapytał kelner
- Naleśniki z owocami, bitą śmietaną i polewą i dużą kawę
- Ja tylko kawę – dodał Justin, a chłopak poszedł złożyć zamówienie
- Zapytaj dziewczyny i Simona – popatrzył mi prosto w oczy
- Pamiętam… To było wtedy co poszłam po picie. Ale ty też jesteś niezły.
- Ja? Zostawiłaś mnie jak idiotę na środku pokoju
- Ale ty też nie byłeś lepszy. – popatrzył na mnie zdziwiony – Słyszałam twoją rozmowę z jakimś chłopakiem w łazience
- Podsłuchiwałaś? Wiesz, że to nie ładne? – podniósł głos
- Nie podsłuchiwałam. Po prostu robiłam siusiu – chłopak wybuchnął śmiechem
- Przynajmniej jesteś szczera. Okey skończmy ten temat
- Ale… - chciałam coś powiedzieć, ale w tym momencie Justin wsadził mi kawałek naleśnika do buzi. O nie, tak łatwo się mnie teraz nie pozbędziesz

Z trudem doczołgałam się do swojego domu. Z ulgą opadłam na moją wygodną pluszową kanapę i przymknęłam oczy. Jeżeli tak właśnie wyglądała powolna, śmierć w męczarniach to nie chciałam umierać. Nie wiem, jak długo siedziałam na kanapie z zamkniętymi oczami, ale kiedy je otworzyłam, ktoś wszedł do domu. Z trudem podniosłam się z kanapy i poczłapałam zobaczyć kto to.

-No cześć – usłyszałem zaraz po otwarciu drzwi – Jak się czujesz po wczoraj?
-Czego chcesz? – warknęłam.
- Żebyśmy umarły razem. Musimy zrobić na jutro te zadania z matematyki, a ja nie kumam tego wszystkiego.
- I chcesz to robić teraz? Zanim przyszłaś to prawie umarłam. Chcesz kawę?
- Nie dzięki, wypiłam chyba cztery kawy. W pokoju jest ciasto od mojej mamy to możesz pokroić. Szarlotka.
- Kocham twoją mamę! Idź do mojego pokoju po zeszyty i przepisz te zadania.
- Okey dzięki, ja przyniosłam zadania z geografii

Tak wyglądały przeważnie moje niedzielne wieczory. Przyjeżdżała do mnie Brianna i przepisywałyśmy nawzajem od siebie lekcje. Ona nie jest zbyt dobra z matematyki, za to ja nienawidzę geografii. Po skończonym przepisywaniu lekcji, starałyśmy się skleić to, co pamiętałyśmy z imprezy. Odtworzyłyśmy początek i koniec a środka żadna z nas nie pamiętała. Opowiedziałam jej jeszcze o dzisiejszym spotkaniu z Justinem. Stwierdziła, że powinnam się z nim spotykać jak najczęściej, ponieważ pasujemy do siebie i jest 100% lepszy od Davida. Tylko, że aktualnie nie chcę się pakować w żadne związki. Wolę cieszyć się wolnością.
Kilka minut po 20 Brianna zaczęła zbierać się do domu. Przeważnie zostaje dłużej, ale o 20:15 miała ostatni autobus do domu. Była jeszcze pod wpływem alkoholu i nie chciała przyjechać samochodem ryzykując ewentualną stratą prawa jazdy. Odprowadziłam ją do wyjścia z bloku, akurat w tym samym momencie wrócili moi rodzice. Pożegnałam się z przyjaciółką i wróciłam z nimi do domu. Mama przywiozła mi obiad od babci. Podgrzałam go w mikrofalówce i zjadłam. Moja babcia gotuje najlepiej pod słońcem. Kiedy zjadłam umyłam naczynia i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam piżamę i poszłam usiąść do rodziców w salonie.


- Jak się czujesz kochanie? – zapytała zatroskanym głosem mama
- Nie czuję się mamo – odparłam
- Nastia, a powiedz mi… Ten Justin będzie moim zięciem?
- Idę spać, dobranoc  - powiedziałam szybko i uciekłam do pokoju.


Jeszcze tego mi brakowało, żeby tata zadawał mi takie pytania. Mimo że była dopiero 21 nastawiłam budzik w telefonie i poszłam spać. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Oreuis bajkowe-szablony